0

W drodze na szczyt. Cz. 1: Początki Senetic

Marcin Białożyt, CEO Senetic.

Jak jednoosobowa działalność rozrosła się w firmę o zasięgu globalnym? Szczegóły w rozmowie z prezesem Marcinem Białożytem. W części pierwszej założyciel Senetic opowiada narodzinach firmy i jej pierwszych krokach na rynku IT w Polsce. 

Senetic powstał w 2009 roku w Katowicach i po 10 latach systematycznego poszerzania obszaru działania dostarczył już produkty i usługi do 145 krajów na całym świecie. Ale jak dokładnie wyglądała firmowa droga „od zera do bohatera”? Jakie są perspektywrozwoju Senetic w kontekście globalnym? Szczegóły w rozmowie z prezesem Marcinem Białożytem. 

Senetic to przede wszystkim wiodący dostawca sprzętu IT i oprogramowania. Skąd pomysł na biznes? 

Marcin Białożyt, CEO Senetic: Można powiedzieć, że firma narodziła się z pasji do IT. Jestem absolwentem Akademii Ekonomicznej, ale zawsze interesowałem się inżynierią IT, inspirowały mnie firmy z Doliny Krzemowej. Na początku zajmowałem się nieruchomościami, ale ta praca mnie nie cieszyła. Gdy nadszedł w moim życiu moment przełomowy, postanowiłem, że zajmę się tym, co mnie pasjonuje. Udało mi się pozyskać kilku zaufanych dostawców, postawiłem bardzo prostą stronę internetową zbudowaną na darmowym szablonie i zacząłem sprzedawać sprzęt renomowanych marek jako sklep internetowy GNC.pl. To były lata, gdy internet w Polsce zaczął gwałtownie przybierać na znaczeniu, rodził się e-commerce. Rynek wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. 

Na czym polegała różnica? 

MB: W Polsce sprzęt klasy enterprise był dostępny jedynie u dostawców stacjonarnych. Firmy wychodziły z założenia, że aby go sprzedać trzeba spotkać się z każdym klientem i osobiście przekonać do rozwiązania. W tamtych czasach nie było dla nas właściwie konkurencji przy sprzedaży takich produktów online. Gdy ktoś znalazł interesującą ofertę, zadzwonił, dopytał, to właściwie nie było powodu, dla którego miałby u nas nie kupić. Transakcję finalizowało się nawet podczas jednej rozmowy telefonicznej. Dzisiaj konkurencja w tym segmencie jest dużo większa. 

Jak wyglądały początki sprzedaży przez internet? 

Początkowo na miejscu były tylko najpopularniejsze produkty.

MB: Na początku zakup produktu bezpośrednio przez stronę nie był możliwy. Trzeba było wysłać zapytanie mailem lub zadzwonić. Nie mieliśmy też takich dużych stanów magazynowych, na miejscu były tylko najpopularniejsze produkty. W lokalu było tylko tyle miejsca, żeby przyjąć zamówiony towar, przepakować i wysłać dalej. Wiedziałem, że to była partyzantka, ale czułem wielki potencjał tej działalności, bo popyt często przekraczał nasze możliwości sprzedaży. 

Na początku działał Pan samSkąd kapitał na inwestycję? 

MB: Niezbędny kapitał zdobyłem, działając wcześniej na rynku nieruchomości. Wtedy nie trzeba było dużych nakładów, nie utrzymywaliśmy dużych magazynów, biznes szybko się rozwijał i marże były bardzo wysokie, nawet dwa, trzy razy większe niż teraz. Taki biznes jak nasz mogło rozkręcić wielu, oczywiście trzeba było mieć pomysł i działać szybko.  

Kiedy w firmie zaczęły się pojawiać pierwsi pracownicy? 

MB: Bardzo szybko, właściwie po kilku miesiącach. Wcześniej pomagały mi osoby z rodziny, ale w końcu stanąłem przed koniecznością zatrudnienia kogoś do pomocy. Nigdy w życiu nikogo nie rekrutowałem, ale gdy na rozmowę przyszedł Jacek, obecny dyrektor IT, i odpowiedział na wszystkie pytania, pomyślałem sobie, że rekrutacja wcale nie jest taka trudna. Potem pojawił się Marek, zarekomendowany przez Jacka, i zespół zaczął się powiększać. 

Jak wyglądał typowy dzień w firmie tamtych czasów? 

Zespół od początku działał na pełnych obrotach, realizując zadania z wielu dziedzin.

MB: Zespół pracował w nieregularnych godzinach, ponieważ niektórzy koledzy kończyli jeszcze studia dzienne. Czas pracy dzieliliśmy między odbieranie telefonów, odpisywanie na maile, wysyłanie ofert, przyjmowanie paczek, a nawet całych palet, które musieliśmy wnieść na plecach do firmy. Do tego wprowadzanie dokumentów do obiegu, księgowanie, na koniec dnia zamawianie produktów u dostawców, przygotowanie i przekazanie paczek do wysyłki. Każda osoba była jednocześnie zakupowcem, handlowcem, księgową i magazynierem, a w międzyczasie marketingowcem i programistą. 

A kiedy GNC zmienił się w Senetic? 

MB: Pewnego dnia w trakcie podróży na wakacje przyszła mi do głowy myśl: „Dlaczego robimy biznes tylko w Polsce?”. Z miejsca zadzwoniłem do kolegów, żeby kupili domeny globalne z nazwą GNC, ale okazało się, że nie jest to takie proste. W wielu krajach nazwa ta była już zajęta. Żeby stworzyć coś naprawdę wielkiego, musieliśmy mieć nazwę, która jest wolna w absolutnie wszystkich krajach świata, a do tego neutralna skojarzeniowo. Wymyśliłem Senetic i tak zostało. 

W kolejnej części wywiadu prezes zdradzi, jak Senetic radził sobie z realizacją trudnych zamówień i jak przebił granicę 100 mln przychodów. 

Zostańmy w kontakcie!
Dołącz do naszego newslettera i bądź zawsze na bieżąco z naszymi promocjami i nowościami
Naciskając „Zapisz się” wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji marketingowych na podany adres e-mail. Administratorem Twoich danych osobowych będzie Senetic SA z siedzibą w ul. Kościuszki 227, 40-600 Katowice, Polska. Masz prawo żądania dostępu do danych osobowych oraz do ich sprostowania, usunięcia, lub ograniczenia przetwarzania, a także wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania. Szczegółowe informacje o przetwarzaniu danych osobowych znajdują się w polityce prywatności.
Dziękujemy!
Zostałeś zapisany do naszego newslettera.
Avatar

Grażyna Zawada

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.