Kontrola podstawą zaufania? W przypadku cyfrowego podpisywania certyfikatów jak najbardziej. Tylko w ciągu ubiegłego roku liczba niezaufanych certyfikatów na szkodliwe oprogramowanie zwiększyła się dwukrotnie i wynosi obecnie ponad sześć tysięcy.
Kradnąc lub imitując legalne sygnatury, twórcy szkodliwego oprogramowania wprowadzają użytkowników i systemy operacyjne w błąd, przekonując, że zaopatrują się w bezpieczne rozwiązanie. Eksperci przestrzegają przed uruchamianiem plików tylko na podstawie podpisów zwłaszcza administratorów sieci.
Jako przykład Kaspersky Lab podaje robaka Stuxnet, który wykorzystywał certyfikaty skradzione z firm Realtek i JMicron. Czarny rynek cyberprzestępczy prosperuje – niestety – bardzo dobrze. Bywa, że te same certyfikaty wykorzystywane są w atakach przeprowadzanych przez różne grupy. Gang Winnti kradł certyfikaty zhakowanych firm i wykorzystywał je do nowych działań. Kampania cyberszpiegowska Darkhotel zazwyczaj też podpisywała moduły cyfrowo, posiadając dostęp do sekretnych kluczy, umożliwiających generowanie fałszywek.
Dobrą wiadomością jest jednak to, że przed atakiem można się uchronić. Podstawą jest zwiększona kontrola przy użyciu skutecznego antywirusa i przestrzeganie poniższych zasad:
- Pamiętaj o zakazie uruchamiania programów, które są podpisane cyfrowo przez nieznanego twórcę oprogramowania.
- Nie instaluj certyfikatów pochodzących z nieznanych centrów certyfikacji.
- Uważaj na uruchamianie programów podpisanych przez zaufane certyfikaty wyłącznie na podstawie nazwy certyfikatu. Sprawdź inne atrybuty, np. numer seryjny.
- Zainstaluj aktualizację Microsoft MS13-098, która nie pozwala na zapisanie dodatkowych – także niebezpiecznych – danych w plikach podpisywanych cyfrowo.
- Skorzystaj z cieszącego się zaufaniem programu antywirusowego.

